BUNTujące się szczęście

czyli o tym, że nie rozumiemy swoich dzieci. Czym jest tak naprawdę modne stwierdzenie "bunt dwulatka" i jakim cudem przechodzą go również 12 miesięczne dzieci?

Mamo, Tato... Wyobraźcie sobie, że: nie potraficie mówić, nie potraficie się komunikować werbalnie, wszystko, co was otacza jest niezmiernie ciekawe. Jedyna forma komunikacji, jaką posiadacie to wasza własna, która jest zlepkiem tego, co wynieśliście z szeroko rozumianego otoczenia. (Możecie sobie wyobrazić, że samotnie trafiacie do kraju afrykańskiego, w którym i jeżyk i komunikacja werbalna jest czymś całkowicie nieznanym.) Nie znacie przy tym podstawowych zasad społecznych oraz pojęcia niebezpieczeństwo. Nie rozumiecie, że czas jest istoty w życiu i z każda minuta ucieka. Nie rozumiecie też, że coś musi być zrobione lub zwyczajnie nie może być zrobione. Pośpiech natomiast to pojęcia dla was całkowicie obce.


Widzicie to?


Czy już to widzicie?


Jeśli nie to spójrzcie teraz na swojego malucha.

Tak, tak, tego malucha, który doprowadza was do szalu, ponieważ wy rodzicie nie potraficie lub zwyczajnie nie chcecie zniżyć się do poziomu jego funkcjonowania. Ahh przecież trudność sprawia wam również fizycznie zniżenie się do poziomu waszego dziecka, aby coś wytłumaczyć czy tez podać. (poziom oko w oko)


Skąd się bierze "bunt dwulatka" lub bunt roczniaka lub zwyczajnie bunt u dziecka?


Odpowiedź na to pytanie z perspektywy rozwojowej jest dość prosta i krótka. Jednak, aby ją zrozumieć trzeba umiejętnie spojrzeć na dziecko.


Wszelkie bunty u małych dzieci biorą się z niewykształconych ośrodków mózgu, które odpowiadają za samoregulację. Odzywa się w naszych dzieciach „mózg gadzi”, który jest bardzo zwierzęcą nieokiełznaną częścią naszego mózgu. Każdy bunt małego dziecka (nie chcę tutaj określać wieku, bo każde dziecko rozwija się we własnym tempie oraz żyje w innym środowisku) zaczyna się od „zaniedbania” podstawowych potrzeb. Używając słowa „potrzeb” mam na myśli każdą potrzebę dziecka, którą ono uważa za ważną. (Uciekanie z pilotem po mieszkaniu, chęć posiadana zabawki w sklepie, uderzanie innych, jedzenie czekolady TO SĄ POTRZEBY DZIECKA DLA NIEGO WAŻNE!)


I w czym tkwi cały sekret?

Maluchy nie mają świadomości, co jest ich potrzebą (bliskość, jedzenie, sen, picie, ubieranie, fizjologia) a co jest ich zachcianką. To my rodzice w procesie wychowania musimy im to zwyczajnie uświadomić. Od początku wyznaczać granice i nie bać się słowa „NIE”. Wystarczy jedno ugięcie się pierwszemu „widzi mi się” rozumianego, jako ZACHCIANKĘ dziecka i właściwie rozpoczyna to szereg zachowani niepożądanych. Warto wtedy mieć w sobie dozę cierpliwość, konsekwencje działań i świadomość tego jak rozwija się mózg dziecka. Istotna jest też umiejętność rozumienia świata widzianego przez dziecko, które dopiero nabywa doświadczenia.

O ile często piszę i mówię Wam o tym, że dziecko rozwija się (psychoruchowo) najlepiej jak się w ten rozwój nie wtrącamy to proces wychowania bez obecności rodzica jest niemożliwy.


Prostym przykładem jest umiejętność picia z kubka. Nasz maluch poprzez obserwację i doświadczenie nauczy się pić z kubka.

obserwacja –> próba chwytania -> próba picia -> przechylanie kubka -> picie -> dozowanie picia


Jednakże tego, że w kubku jest gorąca herbata musi się nauczyć o nas. Tego, że kubek jest gorący, woda jest świeżo nalana z czajnika, nad kubek unosi się para i tak dalej..

To jest właśnie proces wychowania. Tłumaczenie zjawisk i zachowań społecznych.


Tak jest również z potrzebami dziecka. Dając dziecku przesyt tego, co jest jego zachcianka a nie realną potrzebą tworzymy dzieci, które nie akceptują słowa NIE. Odmawiając dziecku naturalnych potrzeb tworzymy natomiast dziecko, które próbuje za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Zaczyna przekraczać granice, robić rzeczy, które wie, że robić nie powinno, ale robienie ich skutkuje uwagą rodzica.


Uwaga dorosłego to natomiast NAJWAŻNIEJSZĄ z potrzeba małego dziecka.


Pamiętajcie o tym, że dziecka nie da się rozpieścić dawaniem mu tego, czego naprawdę potrzebuje!

MAŁE DZIECKO POTRZEBUJE: - > bliskości i poczucia bezpieczeństwa (ciągłej uwagi ze strony dorosłego) -> jedzenia, picia (tutaj to my ustalamy, JAKIEGO – ciasto można zastąpić marchewką ;D ), -> czystego ubrania, higieny -> zabawy (i wystarczy tutaj JEDNA zabawka - im więcej zabawek tym bardziej zaciera nam się linia między rzeczywistą potrzebą a zachcianką)


I nigdy nie ma za wiele przytulania, noszenia i wspólnej zabawy. Dziecko, które ma spełnione te podstawowe potrzeby NIE WYKAZUJE BUNTU.


Jeśli natomiast zaniedbujemy te potrzeby, (co jest w wielu przypadkach zrozumiałe) pojawiają się zachowania, którymi nasz maluch chce skupić na sobie uwagę.

Życzę Wam i sobie samej tego zrozumienia. Pamiętajcie o tym, że złość rodzi złość a dzieci nigdy nie robią nic „złośliwe” czy też nie potrafią włączać myślenia złożonego powodując szeroko rozumianą „manipulację”. (Gdy tak było to świadczyłoby o pełnym rozwoju ich mózgu – a tak nie jest). Dzieci zwyczajnie łączą przyczynę ze skutkiem i mają świadomość tego, że ich ponadnormatywne zachowania dają efekt uwagi rodzica. Każdy bunt jest również związany z rozwojem i świadczy o okrywaniu przez dziecko własnej odrębności.


Emilia Urbańska Pedagog wczesnego wspierania rozwoju Terapeuta dziecięcy Mama


126 wyświetlenia

Rozwijanie przez wspieranie /Emilia Urbańska / ul. Olgierda 125 /GDYNIA / tel. 502 - 830 - 150 / emiliaurbanskarpw@gmail.com

Wszelkie prawa do treści i grafik zastrzeżone. 

ROZWIJANIE PRZEZ WSPIERANIE Emilia Urbańska / ul. Rdestowa 35c/9  81-577 GDYNIA NIP 9581695941 REGON 381521413